Strona główna

Czy wiesz, że 24 stycznia 1943 roku w Bagdadzie odbył się mecz piłkarski pomiędzy reprezentacją Armii Polskiej na Wschodzie i drużyną Armii Brytyjskiej. Został on uznany za pierwszy od 1939 roku występ polskiej reprezentacji narodowej. 

Bagdad

Plakat meczowy z 1943 roku

W związku z wagą spotkania, przed meczem zorganizowano specjalny obóz treningowy, w celu przetestowania ponad 40 piłkarzy, którzy zgłosili się ze wszystkich stacjonujących wówczas w Iraku polskich oddziałów. Zarówno w polskim jak i brytyjskim zespole nie zabrakło przedwojennych graczy z zawodowych drużyn. Przed liczącą 8000 widzów publicznością, wśród której byli między innymi generałowie Władysław Anders i Henry Maitland Wilson, Polacy odnieśli pewne zwycięstwo, pokonując drużynę armii brytyjskiej 4:0. 

W niedzielę 24 stycznia 1943 r. ulice w centrum Bagdadu zostały zablokowane przez ciężarówki wiozące żołnierzy na spotkanie, dorożki i setki pieszych. Wszystkie osiem tysięcy miejsc na stadionie zostało zajętych. W loży honorowej pojawił się regent Iraku Abd al-Ilah, dowódca brytyjskich sił na Środkowym Wschodzie gen. Henry Maitland Wilson i dowódca Armii Polskiej na Wschodzie gen. Władysław Anders. Polscy sportowcy, którzy wystąpili w biało-czerwonych strojach z białym orłem na piersi, dopingowani z trybun okrzykami „Polska gola!”, pokonali Brytyjczyków 4:0. Bramki strzelili Henryk Kidacki, Antoni Borowski i Bolesław Habowski.

Angielskojęzyczny „The Iraq Times” nie szczędził słów pochwały: „Największy w dziejach Bagdadu tłum widzów sportowych obserwował lekcję piłki nożnej udzieloną zespołowi brytyjskiemu wczoraj po południu przez drużynę, która go przewyższała pod każdym względem”. Z piłkarzami spotkał się także osobiście gen. Anders, który dziękował im za piękną grę i gratulował sukcesu. „Każdy z nas powinien mieć tę ambicję, aby być ambasadorem sprawy polskiej – mówił do piłkarzy po spotkaniu. – Wy wczoraj to zadanie spełniliście całkowicie. Wasza robota była dobrą robotą dla Polski”.

Pięć dni później w tym samym miejscu odbyło się spotkanie z reprezentacją Iraku, które również ściągnęło na stadion komplet widzów. Polacy dość szybko stracili bramkę. Po kwadransie jednak przejęli w pełni inicjatywę i do końca spotkania nie oddali już pola rywalowi. Mecz zakończył się wynikiem 6:1. Bohaterem spotkania został Antoni Borowski, który strzelił trzy bramki.

W tej entuzjastycznej atmosferze zaczęto planować spotkanie Polaków z reprezentacją Iranu, kraju, który w tym czasie był już schronieniem dla 40 tys. Polaków. Wraz z żołnierzami gen. Andersa trafiły tu bowiem dwie wielkie fale cywilów. Rozlokowano ich w Teheranie, Isfahanie, Meszhedzie i Ahwazie. O ile więc w Bagdadzie kibicami byli wyłącznie polscy żołnierze, o tyle w tym przypadku miał być to spektakl również dla cywilów.

 

Świeżo wybudowany stadion w Teheranie był ogromny; amfiteatralne trybuny mogły pomieścić 20 tys. kibiców. Naprzeciwko siebie miały stanąć drużyny, które od pewnego czasu były niepokonane. Parokrotnie zmieniano datę meczu. Kluczowa była pogoda. Wczesną wiosną reprezentacja polska mogła mieć poważne problemy z dotarciem z Iraku do położonego w górach Teheranu. Nie bez znaczenia był także protokół dworski w Iranie, który gwarantował Irańczykom niezwykle dużą liczbę dni wolnych: rocznic, świąt, dni żałoby itp.

„Kurier Polski w Bagdadzie” relacjonował: „Już na dwa tygodnie przed spotkaniem atmosfera w Teheranie była jakby naelektryzowana”. W kinach wywieszano kolorowe reklamy. Wydrukowano w kilku językach specjalne ogłoszenia zapraszające na mecz. Irańscy zecerzy popełnili jednak błąd w wersji polskiej afisza, który zachęcał do przybycia na mecz „pitki noznej”. W lokalnej prasie zaczęły się ukazywać artykuły charakteryzujące polską drużynę, jej graczy i historię dotychczasowych spotkań. „Orzeł Biały” przygotował specjalną broszurę, którą posiłkowały się miejscowe gazety. Dzięki temu czytelnicy mogli się dowiedzieć także o przedwojennych sukcesach polskich biegaczy: Janusza Kusocińskiego czy Stanisławy Walasiewicz.

W ciągu dwóch dni wszystkie najdroższe bilety zniknęły z rynku. Przynajmniej tego oficjalnego, zaczęto je bowiem ponownie rozprowadzać na czarnym rynku, przy czym cena była już dwu-, trzykrotnie większa. Na godzinę przed rozpoczęciem meczu wszystkie miejsca na trybunach były zajęte. Rzeszę kibiców zasilili żołnierze brytyjscy, hinduscy, polscy i irańscy. Wśród gości honorowych zabrakło tym razem gen. Andersa. W jego imieniu na trybunach zasiadł płk Leopold Okulicki, przyszły komendant główny Armii Krajowej. Nie była to wyłącznie czysta kurtuazja. W 1936 r. Okulicki był kierownikiem piłkarskim stołecznej Legii, więc piłka nożna była mu bliska.

Mecz rozpoczął się punktualnie. Persowie mieli pewną przewagę. Byli przyzwyczajeni do nieco rozrzedzonego powietrza w Teheranie (ok. 1200 m n.p.m.), ale już po 20 minutach padł pierwszy gol dla Polaków. Przed przerwą strzelili oni jeszcze jednego. W drugiej połowie Irańczycy przeszli do kontrataku i zdobyli bramkę kontaktową. Grali szybko i agresywnie, jednak pięć minut przed końcem spotkania Polacy zdecydowali o losie meczu. „Zdobycie trzeciej bramki – relacjonowała prasa – powoduje nieopisany entuzjazm wśród naszego wojska i publiczności uchodźczej. Powiewają setki biało-czerwonych chorągiewek, gdyż nasza publiczność potraktowała ten mecz jako wielką manifestację patriotyczną”.

Zdecydowana większość polskich zawodników wywodziła się z przedwojennych klubów piłkarskich. Wychowankami Junaka Drohobycz byli Stanisław Gieruli (Gerula), Władysław Kasina, Władysław Szewczyk i Bolesław Habowski. Cyryl Filipski grał w Cracovii, Antoni Borowski w Jagiellonii Białystok i Pogoni Lwów, Czesław Wiśniewski należał do CWS w Warszawie, Edmund Mykietowicz grał w Reverze Stanisławów, Adam Hodur w Garbarni Kraków, a J. Hoenig doświadczenia zbierał w Hasmonei Lwów. Tylko Henryk Kidacki nie grał w piłkę przed wojną.

Następnego dnia Irański Komitet Sportu wydał przyjęcie na cześć polskiej drużyny. Prasa rozpływała się w zachwytach. „Orzeł Biały” relacjonował: „Mecz był dobrą manifestacją propagandową Polski na tym terenie. Raz jeszcze się potwierdziło, że żołnierz polski na Wschodzie reprezentuje dziś nie tylko czyn zbrojny, ale daje mocną i stanowczą odprawę tym wszystkim, którzy chcieli widzieć nas słabymi i gnuśnymi”.

Kilka miesięcy później polscy żołnierze zostali przerzuceni do Egiptu, następnie przeprawieni przez Morze Śródziemne, gdzie kontynuowali swój szlak bojowy przez Włochy do Wielkiej Brytanii. W piłkę nożną grali nadal, przy czym sukcesów już brakowało. Jesienią 1944 r. w Rzymie reprezentacja armii brytyjskiej frontu włoskiego rozgromiła Polaków w stosunku 10:2. Sukcesy piłkarskie na Bliskim Wschodzie były już wyłącznie historią.